- Stój! - wyszeptał ochryple. Trzymał ją mocno, ale nie robił krzywdy, nie wykręcał rąk. - T si m ! - Uwolnił swoją lewą rękę i przeciągnął jej wijące się ciało przez mały pokój, do lampy. Znalazł przełącznik i zapalił światło. Wpatrywała się w niego. Jej wielkie, wytrzeszczone brązowe oczy wyrażały dziwną mieszaninę strachu i wstrętu, jaką już raz widział w oknie małego samolotu na Col des Moulinets. Z jej gardła wydobył się nieludzki krzyk. Krzyk z samego środka duszy; narastający, przeciągły, straszny. Krzyk dziecka w sali tortur; krzyk kobiety, która znów miała przeżywać nie kończący się koszmar i ból. Kopnęła dziko, szarpnęła się i wyrwała z jego uchwytu, by rzucić się na łóżko pod ścianą. Jak oszalała wymachiwała rękoma, zadając ciosy na oślep. Jej szeroko otwarte oczy były oczami walczącego resztką sił, zapędzonego w śmiertelną pułapkę zwierzęcia. W dłoni ściskała ostatnią nadzieję na wolność, poplamiony krwią widelec. .
- Eeee... Coś mi wypadło. Musiałem zająć się grubszą dostawą. Nagła sprawa, sama rozumiesz.. - I rzekliście, panie, że ona nie ma rycerza?. - Masz trzydzieści dziewięć nazwisk - poinformowała go Jenna. Podeszła do niego i dotknęła jego karku, po czym go lekko rozmasowała. - Teraz usiądź i zastanów się nad nimi, nad tą rozmową telefoniczną. I znajdź Parsifala, Michaił.. Nad spiralnymi przekazami opuścił wzrok na klawiaturę.. Odruchowo sięgnęła po pistolet,.